LICZYRZEPA - WIZYTA PO 60 LATACH

Liczyrzepa (Rübezahl) to stara kopalnia fluorytu, założona w kowarskiej dzielnicy Podgórze w połowie XIX wieku, w
dobie ponownego zainteresowania wydobyciem okolicznych złóż po długiej przerwie. Znajduje się na północnym stoku góry
Sulica, nieopodal pierwszych zabudowań miasta Kowary. Po wojnie funkcjonowała jako jedna z pierwszych na Dolnym
Śląsku kopalni uranu i z tego okresu jest najbardziej znana.

Kopalnię zamknięto po tym, jak całkowicie wyeksploatowano znajdujące się tu złoże uranu. Zanim jednak to się stało,
przebudowano starą sieć korytarzy i wydrążono nowe, w efekcie czego powstała całkiem gęsta siatka chodników i
przekopów. Po likwidacji wyrobiska w latach 50-tych o kopalni zapomniano i musiało upłynąć sporo czasu, by ktoś zajrzał tu
ponownie.

STARA KOPLANIA

Źródła podają, że kopalnia powstała w 1850 roku jako kopalnia fluorytu¹ po uprzednim odkryciu żyły tego minerału.
Wydrążono wtedy sztolnię o długości około 50 metrów². Fluoryt, który wydobywano, wożono do Ciechanowic i w tamtejszej
hucie używano jako topnika. Z początkowego okresu funkcjonowania kopalni zostało niewiele danych statystycznych,
dotyczących wydobycia. Niemieckie górnicze roczniki statystyczne notują ilości wydobytego materiału dopiero od 1858
roku³. Być może należy podejrzewać, że wcześniej kopalnia po prostu nie działała a podawana w różnych publikacjach data
rozpoczęcia funkcjonowania na 1850 rok to efekt nieporozumienia. W każdym razie kopalnia funkcjonowała do 1862 roku,
po czym wyrobiska zostały porzucone. W pierwszym i drugim odnotowanym w rocznikach roku działalności - wydobywano
symboliczne ilości fluorytu o wartości 66 talarów (1858 rok) i 24 talary (1859 rok). Co ciekawe, początkowo w kopalni był
zatrudniony tylko jeden górnik. Rekordowym dla kopalni był rok 1860, kiedy to wydobyto fluoryt o wartości 445 talarów. Już w
następnym roku odnotowano gwałtowny spadek wydobycia - wydobyto kopaliny za jedynie 43 talary. W roku kolejnym jest
już tylko informacja, że kopalnia prowadzi roboty poszukiwawcze i wentylacyjne. Wkrótce wyrobisko porzucono, by
zainteresować się nim dopiero po wojnie.

KOPALNIA URANU

O starej kopalni fluorytu przypomniano sobie dopiero w 1949 roku, a więc niedługo po tym, jak w całej okolicy zaczęto
poszukiwać uranu. Stare wyrobiska ponownie udostępniono, a stara sztolnia fluorytu stała się pierwszym poziomem nowej
kopalni i otrzymała swoją numerację - od tej pory była to sztolnia numer 7 na złożu "Liczyrzepa". W sztolni wykonano kilka
sondażowych przekopów i wcinek, także na koniec roku 1949 długość dostępnych wyrobisk wyniosła 1241 metrów. W roku
kolejnym wykonano dodatkowe 358 metrów, co w sumie dało prawie równo 1600 metrów wyrobisk tego poziomu. Oprócz
tego w latach 1949 - 1950 poniżej sztolni numer 7 wydrążono sztolnię i nadano jej numer 8. Poziom ten osiągnął w sumie
ponad 2200 metrów długości chodników, niestety dziś całkowicie niedostępnych. Sztolnie numer 7 i 8 to jedyne wyrobiska
poziome, których wlot znajdował się na powierzchni gruntu. Pozostałe poziomy - a w tej części złoża zbudowano ich w sumie
7 do głębokości około 300 metrów - udostępniane były szybem numer 2 o głębokości 239 metrów.

Złoże, pierwotnie uznane za perspektywiczne, szybko się wyczerpało. W obrębie pola prowadzono więc dalsze prace
poszukiwawcze. Tak powstały w dolinie Jeleniej Strugi sztolnie numer 9 i 9a, gdzie dziś funkcjonuje kompleks hotelowy,
trasa turystyczna i "inhalatorium radonowe", tak również powstała sztolnia numer 20, której wlot jest obecnie całkowicie
niedostępny. Sztolnie te były drążone w stronę głównych wyrobisk kopalni Liczyrzepa a ich celem było rozpoznanie budowy
geologicznej złoża oraz poszukiwanie podobnych miejsc okruszcowania, jak w głównej części kopalni. Prace
poszukiwawcze prowadzono też głęboko pod ziemią. W celu lepszego rozpoznania geologii złoża z poziomu -155
wykonano przekop w kierunku góry Rudnik. Przekop ten biegnie w kierunku północno-wschodnim przecinając linię kolejową
w pobliżu zachodniego wlotu tunelu pod Przełęczą Kowarską.

Niestety, wszelkie wysiłki spełzły na niczym. Złoże okazało się niewielkie, wyeksploatowane a brak perspektyw na
odkrycie złóż spełniających kryteria bilansowości zmusił kierownictwo Zakładów R-1 do podjęcia decyzji o zlikwidowaniu
kopalni w 1954 roku. Zabezpieczono szyb, odstrzelono wloty jedynych udostępniających sztolni i o kopalni zapomniano. Aż
do pewnego ciepłego, majowego dnia.

PO 60 LATACH...

Do dzisiaj w terenie łatwo jest odnaleźć wiele śladów świadczących o działalności istniejącej tutaj wiele lat temu kopalni
Rübezahl a potem Liczyrzepa. Najbardziej rzuca się w oczy okazała hałda urobku widoczna już z pobliskiej tzw. Drogi Głodu,
powstała ona w czasie eksploatacji rud uranu i pochodzi ze zgłębionego w tym okresie szybu nr 2. Również po tym
wyrobisku można znaleźć wyraźne pozostałości. Po zakończeniu eksploatacji wylot szybu został przykryty betonową płytą
która najprawdopodobniej podczas powodzi w 1997 roku została podmyta i osunęła się kilka metrów niżej. W związku z
czym obecnie szyb jest otwarty i drożny na głębokość około 7m, tuż przy szybie znajdują się również ruiny budynku maszyny

wyciągowej. To miejsce to właściwie centralny punkt kopalni, w okolicy odnaleźć można
liczne zapadliska będące pozostałością po zawalonych płytkich wyrobiskach a także
zawalone wyloty sztolni nr 7 i 8 wraz z wyróżniającymi się w terenie zrzutowiskami urobku.
Najciekawszym z tych wyrobisk zdaje się być sztolnia nr 7 z racji na jej rodowód
sięgający XIX wieku i fakt że Historia kopalni zaczęła się właśnie w tym miejscu.

To właśnie sztolnia numer 7 wydawała się najbardziej atrakcyjna pod kątem
eksploracyjmym i z czasem padła propozycja żeby dostać się do jej wnętrza. Pomysł się
przyjął i zaczęliśmy planowanie kolejnej wspólnej dla DT i SGE akcji. Wiedzieliśmy jaką
orientacyjnie mogą mieć długość wyrobiska, jednak niemieliśmy pojęcia w jaki sposób
przebiegają, ponieważ nie dysponowaliśmy wystarczająco dokładnym planem tej kopalni.
I tutaj mały uśmiech losu, nasza koleżanka z Kowar wpadła na pomysł żeby wybrać się na
tamtejszą wystawę o historii górnictwa, początkowo bez wielkiego entuzjazmu ale
zgodziłem się. Jednak na miejscu okazało się że był to strzał w dziesiątkę, ponieważ w
jednej z gablot szybko dostrzegłem dokument opatrzony tytułem: "Mapa wyrobisk -
sztolnia nr 7". Jednym słowem idealnie, mapa po chwili została skrupulatnie uwieczniona
na kilku pamiątkowych zdjęciach i problem dokumentacji kopalni był rozwiązany. Może
nie jest to specjalnie wyszukany sposób pozyskiwania archiwaliów ale co najważniejsze
skuteczny. Jeszcze tego samego dnia plan został przez nas zweryfikowany w terenie i
wszystko stało się jasne, dokładnie wiedzieliśmy gdzie jest sztolnia i którędy dostać się do środka. Pozostało tylko ustalenie
dokładnego terminu i składu całej operacji, to akurat przyszło bez większego problemu i w pewien słoneczny majowy
poranek pojawiliśmy się na miejscu w składzie: WPR, Rat, Slaworow, Szwajcar i Ja. Kiedy pod wieczór udało nam się
wreszcie przedostać do środka sztolni pomimo zmęczenia wszyscy odkryli w sobie dodatkowe pokłady energii. Po chwili
dotarła do nas jeszcze Iwona i mogliśmy rozpocząć eksploracje nowoodkrytego wyrobiska. Podzieliliśmy się na dwie grupy:
jedna pozostaje na zewnątrz żeby pilnować wejścia i naszych rzeczy (Slaworow i Szwajcar), natomiast druga wchodzi do

środka (Iwona, WPR, Rat i Ja). Wewnątrz naszym oczom ukazuje się
długi korytarz wykuty w szarych łupkach, jago koniec ginie gdzieś w
mroku, niesamowity spokój zakłócają tylko uderzające o skały krople
skapującej ze stropu wody. Za każdym razem kiedy dociera się do
takiego miejsca gdzie niebyło żywego ducha przez kilkadziesiąt lat, nie
sposób oprzeć się panującej tam atmosferze izolacji. I
niepowtarzalnemu wrażeniu że tutaj czas zatrzymał się bardzo dawno
temu i dopiero my z każdym swoim kolejnym krokiem, wdzierając się w
mroczne korytarze znów wprawiamy wskazówki zegara w ruch.

Do wnętrza sztolni dostaliśmy się w miejscu zapadniętego
pierwszego skrzyżowania, tutaj również miał znajdować się szybik
prowadzący na niższy poziom - sztolni numer 8. Jednak po wejściu do
środka okazało się że zlał się ze skrzyżowaniem w jedno zapadlisko, tak więc musieliśmy zadowolić się eksploracją tylko
tego poziomu Kopalni. Początkowo główny ciąg sztolni ma przekrój około 2x2m a wyrobisko jest zbudowane z łupków
łyszczykowych, kierując się na wprost docieramy do dwóch niewielkich odnóg. Odchodzą one pod kątem prostym od
głównego chodnika, co ciekawe południowo-wschodnia według planu powinna mieć kształt krzyża a znajduje się tam tylko
prosty korytarz. Sprawa jest ciekawa o tyle że często spotyka się wyrobiska które nie są zaznaczone na planie ale jeszcze
nigdy nie spotkałem się z przypadkiem żeby na mapie zaznaczono chodniki których w rzeczywistości niema. Dalej w

głównym ciągu sztolni znajduje się sporych rozmiarów obwał, chcąc go ominąć wracamy
kilkanaście metrów i kierujemy się odnogą na północny-zachód. Po drodze mijamy kilka
zawałów odcinających drogę do płytkich przy wylotowych partii i dalej kierujemy się
kolejnym chodnikiem na południowy-zachód. Którym po pokonaniu niewielkiego
przewężenia docieramy do małej komory, w której spągu ku naszemu zdziwieniu znajduje
się zalany szybik. I tutaj wychodzi na jaw kolejna nieścisłość posiadanego przez nas
planu, taki szybik owszem powinien znajdować się w tej okolicy ale kilkanaście metrów
dalej. Wyrobisko zalane jest krystalicznie czystą wodą przez którą doskonale widać
drewnianą obudowę szybu i podążające w dół drabiny, niknące gdzieś w głębi. Tuż obok
leży porzucony przez górników masywny, stalowy zasobnik którym usuwano urobek z dna
szybiku, a także kilka masek przeciwpyłowych z epoki, zachowanych w bardzo dobrym
stanie. Pozostawiamy to miejsce i dalej kierujemy się głównym ciągiem sztolni w głąb
wyrobiska, po drodze mijając kilka bocznych odnóg które postanawiamy zbadać w
drodze powrotnej. Parę metrów dalej drogę zagradza nam kolejny obwał, nie mając
wyjścia wspinamy się na jego szczyt, skały oberwały się w miejscu gdzie od głównego
chodnika odgałęziała się boczna odnoga. Jednak na szczęście przejście do obu
korytarzy jest możliwe. Niestety są one już w znacznym stopniu zalane a woderami
dysponujemy tylko Ja i WPR, tak więc Rat i Iwona zostają na obwale a my ruszamy
spenetrować dalszą część wyrobisk. Najpierw kierujemy się do bocznej odnogi wiodącej na południowy-wschód, po
kilkudziesięciu metrach docieramy do ciekawego skrzyżowania. Którego odgałęzienia "zamknięte" są deskami tworzącymi
X, w ten sposób górnicy oznaczają wyrobiska nieczynne lub niebezpieczne, znaczy to że te chodniki były już porzucone
jeszcze w czasie działania kopalni. Lewy z nich po kilkunastu metrach kończy się przodkiem, natomiast prawy ma kształt
litery Y. Której jedno ramie zakończone jest przodkiem a drugie kończy zawał w miejscy szybiku nr 1, który powinien
wychodzić na powierzchnię. Po zbadaniu tego miejsca przemieszczamy się dalej, według planu powinniśmy napotkać na

przodek ale naszym oczom ukazuje się kolejna odnoga która kieruje się w stronę wylotu sztolni. Zaciekawieni wyrobiskiem
którego niema na planie, przyspieszonym krokiem idziemy dalej, po chwili docieramy do kolejnego poprzecznego
korytarza... Żeby już bardziej nie gmatwać powiem że jak się później okazało, dotarliśmy do miejsca oznaczonego na
planie jako chodnik nr 8. Nim z powrotem trafiliśmy do głównego ciągu sztolni, a następnie zaszliśmy naszych kompanów od
tyłu zataczając pętlę. Pozostały jeszcze zalane wyrobiska za obwałem, tutaj woda sięga już do wysokości połowy uda, więc
posuwamy się do przodu o wiele wolniej. Zaraz za obwałem, po prawej stronie napotykamy kolejny chodnik widmo którego

niema na planie, niestety po kilkudziesięciu metrach jest zakończony
zawałem. Ostrożnie idziemy dalej głównym ciągiem sztolni, docieramy
do kolejnego skrzyżowania gdzie po lewej stronie powinien znajdować
się wspomniany wcześniej szybik nr 1. Jednak znów widzimy jedynie
zwałowisko skał, to chyba najlepszy dowód na to że jest on doszczętnie
zasypany. Przed nami kolejny obwał, ostrożnie wspinamy się na jego
szczyt, po drugiej stronie wyrobiska są już w bardzo złym stanie, pełno
tutaj wody, belek i oberwanych ze stropu głazów. Niewiele dalej ukazują
się nam zawały w obu korytarzach prowadzących do końcowej części
sztolni, tam już się nie przedostaniemy, więc pozostaje nam powrót do
miejsca gdzie zostawiliśmy resztę naszej ekipy. Po chwili odnajdujemy
ich całych i zdrowych i już teraz możemy się razem skierować w stronę
niezbadanych jeszcze odnóg, które wcześniej ominęliśmy.

Do praktycznie wszystkich wyrobisk na południowy-wschód od głównego ciągu sztolni można dotrzeć bez problemu, są
one w dobrym stanie i jest tam niewiele obwałów. Inaczej rzecz się ma z chodnikami bardziej na północny-zachód od sztolni
i chodnika nr 6. Tam wszystkie boczne wyrobiska kończą się zawałami po kilkudziesięciu metrach, inny też jest rodzaj skał,
te są o wiele jaśniejsze i bardzo podatne na erozje. Najprawdopodobniej są to skały wapienne, które według informacji
geologicznych jakie posiadamy też powinny występować w rejonie sztolni. Ale właśnie dzięki obecności tutaj takich skał,

podczas eksploracji chodnika nr 5 dokonaliśmy bardzo ciekawego i zaskakującego
odkrycia. W stropie wyrobiska natknęliśmy się na wejście do autentyczniej, powstałej w
efekcie procesów krasowych jaskini! I nie jest to jakaś wypłukana wodą niewielka jamka,
aby dostać się do środka trzeba wspiąć się niewielkim kominem w stropie chodnika do
góry. Skały tutaj wyglądają bardzo ciekawie, ponieważ wypłukane przez wodę otwory i
ucha skalne przypominają wyglądem ser szwajcarski. Dalej wchodzimy do głównej części
jaskini którą stanowi pochylnia o szerokości do 3m i wysokości od 0,5m do 1,5m w
centralnej części. Wiedzie ona około 7m stromo do góry gdzie znacznie się przewęża i
zamienia w pionowy komin wysokości około 1,5m, na szczycie którego znajdują się
dalsze korytarze w kształcie litery V. Pierwsza odnoga kończy się głazowiskiem z
którego wypływa woda, prawdopodobnie za tą przeszkodą znajdują się kolejne, wyższe
partie jaskini. Druga odnoga pozostaje zagadką, prawdopodobnie można dostać się nią
wyżej, do dalszej części jaskini jednak jest to bardzo wąski zacisk wymagający najpierw
częściowego oczyszczenia, w przyszłości na pewno będziemy starać się dokładniej
zbadać to miejsce. Z główną częścią jaskini którą stanowi wspomniana wcześniej
pochylnia łączą się jeszcze dwa ciągi kominowe, pierwszy z nich znajduje się w górnej
części pochylni i ma wysokość około 2m. Drugi natomiast jest tuż przy wejściu, i składa
się z dwóch kominów które wyżej łączą się w jeden o wysokości 8m. Po możliwie
najdokładniejszej eksploracji tego miejsca wycofujemy się z powrotem do wyrobiska i kierujemy w stronę wyjścia. Żeby jak
najszybciej móc wymienić się z drugą grupą i wpuścić przydeptujących już z nogi na nogę kolegów do środka.

Obiekt do którego udało się nam tego dnia dostać to prawdziwa eksploracyjna perełka, niemal 900m dostępnych
chodników i sztolni, skomplikowany układ wyrobisk, zalany szyb, piękne fluoryty w ociosach sztolni czy wreszcie ponad 20
metrowej długości krasowa jaskinia. Rzadko spotyka się taką kompilacje i na pewno jeszcze długo będziemy pamiętać
przygodę którą przeżyliśmy pewnego ciekłego, majowego dnia w Kowarach.

Aust, Slaworow

Przypisy:
¹ Koncepcja Szlaku Górniczego w Kowarach - wytyczenia i oznakowania jako ścieżki dydaktycznej, PTTK, Odział "Sudety
Zachodnie" w Jeleniej Górze, s. 10.
² Adamski W., Kowarskie kopalnie rud żelaza i uranu, [w:] Grodzicki A., Lorenc M. W., Uczniowie Agricoli - materiały z
konferencji górniczej w Kowarach z 1999 roku, wyd. Muzeum Karkonoskie w Jeleniej Górze, Jelenia Góra 2002, s. 151.
³ Zeitschrift für das Berg, Hütten und Salinenwesen in dem Preußischen Staate, Band 7, Berlin 1859, s. 168.

©Aust 2012